day in new york city

day in new york city



Witajcie! W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o sobocie spędzonej w Nowym Jorku z Gracjaną i Kasią – będzie to post punkt po punkcie, w kolejności w jakiej zwiedzałyśmy to cudowne miasto.

Zacznę od tego, że z każdym razem kiedy przekraczam próg Penn Station zakochuję się w tym mieście na nowo i jeszcze mocniej. Pamiętam kiedy byłam w nim pierwszy raz na mojej wycieczce z orientation i stwierdziłam, że „nie ma w nim nic szczególnego”. Te słowa oczywiście były spowodowane zmęczeniem, złością i tym, że nie do końca wierzyłam w to co się dzieje, w to gdzie jestem. Do te pory nie wierzę – to dla mnie abstrakcja!

Punkt pierwszy: Brooklyn Bridge

Jest jednym z najstarszych mostów wiszących na świecie a jego długość wynosi prawie dwa kilometry. Łączy dwie nowojorskie dzielnice: Manhattan i Brooklyn. Most jest jedną z wizytówek Nowego Jorku. Pojawia się w wielu serialach, filmach i na najpopularniejszych fotografiach ukazujących miasto. Jest to jeden z punktów „must see” kiedy odwiedza się Nowy Jork jednak należy uzbroić się w cierpliwość i nie jest to miejsce dla osób, które nie lubią tłumów.


 








Punkt drugi: DUMBO


Jest to skrót od Down Under the Manhattan Bridge Overpass. Dumbo jest dzielnicą, która znajduje się pomiędzy dwoma mostami: Brooklyn I Manhattan Bridge. Znajduje się tam piękny park oraz plaża na której można usiąść i podziwiać panoramę Manhattanu. Jest to idealne miejsce do oglądania zachodu słońca czy też odetchnięcia po całodziennej wyprawie przez miasto. W Dumbo znjduje się również Jane’s Carousel. Jest to kolejny z punktów „must see”. Piękne zdjęcia gwarantowane!






Punkt trzeci: Wall Street


Niestety nie spotkałyśmy tam Wilka z Wall Street a jedynie tłum otaczający Byka z Wall Street (Charging Bull). Wszyscy chcieli zrobić sobie zdjęcie lub chociaż dotkąć części prywatnych tego zwierzaka ponieważ przynosi to szczęście! Ja takowego nie zrobiłam ani nie zbliżyłam się do byka więc mogę pożegnać się ze wspaniałym życiem… Ja sama tą ulicę wyobrażałam sobie zupełnie inaczej – wszędzie mężczyźni w garniturach pędzący aby sprawdzić swoje notowania na giełdzie, zamiast tego otrzymałam turystów z aparatami.



Punkt czwarty: Battery Park

Ten park odwiedziłam po raz drugi ponieważ tam zabrano nas podczas wycieczki na orientation. Tym razem byłam tam w dzień jednak emocje są te same a widok wciąż zapiera dech w piersiach. Nad rzeką Hudson spotkałyśmy grupkę polaków, którzy tak jak ja byli fanami Legii i to właśnie po szaliku w barwach tego klubu Gracjana ich rozpoznała! Ucięłyśmy sobie krótką pogawędkę i poszłyśmy dalej tym razem podziwiać ślub (to była już trzecia para młoda widziana tego dnia). Battery Park również dodaję do listy „must see” – zapomniałam dodać, że to z niego można zobaczyć Statuę Wolności, która w rzeczywistości nie jest taka duża!






Punkt piąty: 9/11 Memorial

Podczas spaceru w stronę miejsca w którym znajdowały się Bliźniacze Wieże dziewczyny mówiły o tym co odczuwają osoby przebywające w tym miejscu, jednak nie jest to takie łatwe aby ubrać to w słowa. W momencie kiedy przekroczyłyśmy granicę parku w którym znajdują się fontanny wokół zrobiło się cicho. Nigdy nie powiedziałabym, że wciąż znajduję się w Nowym Jorku bo przecież nie słychać samochodów i ludzi. Miałam gęsią skórkę na całym ciele i czułam w środku, że w tym miejscu wydarzyła się ogromna tragedia. Zdawałam sobie sprawę, że tam swoje życie straciło prawie trzy tysiące niewinnych osób. Z tą świadomością jeszcze gorzej ogląda się ludzi robiących sobie selfie z naklejonymi uśmiechami na twarzy przy fontannach upamiętniających ten dzień. Nie wyobrażam sobie jak można nie mieć w sobie tej odrobiny szacunku dla nieżyjących i ich rodzin. Ale to pozostawiam do przemyślenia Wam. Wydaje mi się, że będąc w Nowym Jorku należy wybrać się na południowy Manhattan i odwiedzić to miejsce.












Punkt szósty: Washington Square Park

Jest to park znajdujący się w campusie NYU. Miejsce idealne do odpoczynku ale nie w trakcie NYFW (New York Fashion Week). Tego dnia było tam wiele „innych” osób, zachowujących się w bardzo dziwny sposób.



Wycieczkę zaliczam do udanych i dziękuję moim dwóm kompanom – Gracjanie i Kasi, bez nich nie byłoby to samo! Tego dnia pokonałyśmy prawie 20 km pieszo ale było zdecydowanie warto i nie mogę doczekać się kolejnego weekendu spędzonego w moim zdecydowanie ulubionym mieście.





SSN – Social Security Number

SSN – Social Security Number



Czym jest Social Security Number?

Numer ubezpieczenia społecznego (ang. Social Security number, skrót SSN) – w Stanach Zjednoczonych jest to dziewięciocyfrowa liczba.
Wykorzystywany jest celem gromadzenia informacji o ubezpieczonych dla ustalania podstawy wymiaru składki ubezpieczeniowej oraz przysługujących świadczeń zdrowotnych. Jest to między innymi podstawowy numer mający na celu identyfikację obywateli – odpowiednik naszego PESELu. Posiadają go wszyscy obywatele USA, posiadacze zielonej karty oraz osoby, które przybywają w USA przed dłuższy czas na wizie (np. au pair).   Jest potrzebny np. do podjęcia pracy, wynajęcia mieszkania, wyrobienia amerykańskiego prawa jazdy, podczas wizyty u lekarza, zapłacenia podatku i w wielu innych sytuacjach. Raz nadany SSN nie zmienia się.


Gdzie wyrobić SSN?

W najbliższym swojego miejsca zamieszkania Social Security Office.


Czego potrzebujemy aby wyrobić SSN?

Wszystko zależy od naszego statusu. W moim przypadku miałam ze sobą:
- DS 2019
- Placement letter
- Paszport
- wypełniony formularz (można pobrać i wydrukować ze strony ale są również dostępne w biurze SS)

 * ze sobą miałam również potwierdzenie posiadania konta w banku jednak nie było one wymagane.


Ile kosztuje wyrobienie SSN?

Jest bezpłatne.


Ile czasu zajmuje wyrobienie dokumentu?
Wszystko zależy od kolejki w biurze. W moim przypadku było to trzydzieści minut a karta zostanie dostarczona do mnie pocztą w przeciągu najbliższych dni.



Formularz aplikacyjny

Do niego dołączona jest instrukcja jak krok po kroku wypełnić poszczególne punkty. Link do niej dołączam na dole. 






Social Security Card


usa: first impression

usa: first impression


Dziś minął piętnasty dzień odkąd jestem w Stanach. Przede mną jeszcze co najmniej 340 dni. I jestem tym niezwykle podekscytowana! Nie wyobrażam sobie, że miałabym podjąć inną decyzję i zostać w Polsce, pójść na studia – cokolwiek. Jestem szczęśliwa.

Już lepiej poznałam swoją rodzinę – są wspaniali. Obawiałam się tego, że będę pierwszą au pair, ponieważ wiele osób przedstawiało mi plusy jak i minusy ale ja żadnych minusów nie widzę (jeszcze). Dzieci jak to dzieci, czasem mam wrażenie, że nie da się nad nimi zapanować ale całe szczęście najczęściej są słodcy i mogliby się caaaały dzień przytulać – a jak wiadomo, przytulanie uwielbiam. Host rodzice są bardzo opiekuńczy i pomocni ale z drugiej strony mogę z nimi porozmawiać o wszystkim.

Okolica jest piękna. Pomimo tego, że mieszkam kilka mil od najbliższego miasta i godzinę od Nowego Jorku to nie żałuję, że wybrałam tą lokalizację. Uwielbiam naturę, czyste powietrze i widoki, które zapierają dech w piersi i to wszystko dostałam w pakiecie z Lloyd Harbor. Aby podziwiać zachód słońca na plaży muszę jedynie zejść po schodach do ogrodu i już na niej jestem. Nawet o czymś takim nie marzyłam!


Bałam się o to, że w mojej okolicy nie będzie żadnych au pair a co dopiero au pair z Polski ale ogromnie cieszy mnie fakt, że byłam w błędzie. W zeszłą niedzielę byłam na spotkaniu mojego clusteru i poznałam wieeele au pair mieszkających blisko więc na pewno nie będę się nudzić.

Oczywiście nie obeszło się bez problemów natury formalnej tak jak zaginięcie mojego portfela czy zablokowanie mojego konta w banku przez co swój weekend w Bostonie spędziłam bez grosza (choć może powinno być dolara..) przy duszy, jednak miałam przy sobie najwspanialszą osobę na świecie i ona również mi pomogła (Mileno mowa tu o Tobie). Kolejnym problemem jakiego nie zaakceptuję do końca mojego programu są kierowcy – zwracam honor wszystkim, których krytykowałam na Polskich drogach - mam wrażenie, że Amerykanie nie wiedzą, że ich samochody są wyposażone w kierunkowskazy.

Odnośnie jedzenia, jeśli chce się zjeść zdrowo to można bez problemu znaleźć sklepy, których nazwy wiążą się z „vegan”,”gluten-free”,”sugar-free” ale po co! Skoro są gofry, pancakes, lody i cała masa innych pysznych niezdrowych rzeczy! Oczywiście żartuję, moje dni na śmieciowym jedzeniu są policzone, ponieważ od jutra zaczynam nową przygodę jaką jest amerykańska siłownia – podobno bywa dziwnie, przekonam się.


I najważniejszy punkt: ZAKUPY. Kosmetyki, ciuchy, buty, torebki, bielizna, kosmetyki i jeszcze raz buty. Wszystko jest piękne, wszystko jest cudowne i co najważniejsze bardzo tanie. Sklepy takie jak Target, Marshalls i TJ MAXX są chyba najpopularniejszymi wśród au pair i już sama wiem dlaczego. Dziś zrobiłam swoje pierwsze amerykańskie zakupy i już nie mogę się doczekać aż będę miała okazję założyć te wszystkie rzeczy.


W niedzielę wybieram się do Nowego Jorku więc z pewnością wrócę tu ze znacznie dłuższym postem odnośnie miasta i ogromną porcją zdjęć! 

Po więcej zdjęć zapraszam na instagram: olamankowska_
Po relację z codziennego życia na snapchat: rrrudolf
new york trip

new york trip


     W końcu nadszedł ten moment kiedy mogę napisać, że zamieszkałam w Stanach! Jednak nie o jetlagu, problemach i przystosowaniu będzie ten post. Postaram się opisać jedną z najlepszych rzeczy jaka do tej pory mnie tu spotkała a jest nią – wycieczka do Nowego Jorku!

Nie planowałam się na nią wybierać, to było ostatnie o czym myślałam jadąc do hotelu ze świadomością, że mój portfel zaginął gdzieś na lotnisku w Newark – ale o tym innym razem. Jednakże był to powitalny prezent od mojej host family.
Zmęczona, zła i z wielkim grymasem na twarzy wsiadłam do czerwonego autobusu w którym miałyśmy zobaczyć Nowy Jork. Miałam wrażenie, że jedziemy tam wieczność ale z każdym przejechanym kilometrem, z każdą minutą byłam coraz bardziej podekscytowana.

Do NY wjechaliśmy od strony Bronxu – nie był to przyjemny widok, jest to najniebezpieczniejsza dzielnica miasta i pomyślałam sobie „serio? O to tyle krzyku?”. Jednak kiedy zatrzymaliśmy się na chwilę i czekaliśmy na naszego przewodnika wyjrzałam przez okno i ten widok coś mi przypominał. Ogromny budynek, fontanna i piękne otoczenie. Po chwili uświadomiłam sobie, że jest to Lincoln Center! Miejsce w którym oraz w którego okolicy kręcili odcinek Gossip Girl! Moja ekscytacja wzrosła o 100%. Następnie spojrzałam w lewo i pomyślałam „no way…”. Dokładnie po drugiej stronie ulicy znajdował się Empire Hotel! (Fani Plotkary zrozumieją o co mi chodzi).
Im dalej wjeżdżaliśmy w Manhattan tym miasto zamieniało się w to, które znamy z filmów i seriali. 
New York City Ballet


Ogromne budynki, żółte taksówki i cała masa innych rzeczy. Wisienką na torcie było Top of The Rock. 


Jest to jeden z punktów widokowych Nowego Jorku z którego widać Empire State Building – i znów, fani Plotkary zrozumieją. Z kolei z drugiej strony widać Central Park – jednak ten widok przysłaniał żółty żuraw, który zdecydowanie nie dodawał mu uroku. 



Kolejny „must have” Nowego Jorku? Time Square! Tam jednak było zdecydowanie zbyt tłoczno a przez to strasznie duszno. 

Kiedy już zapadła noc zabrano nas do parku w pobliżu 1 World Trade Center skąd rozciągał się widok na Statuę Wolności oraz Manhattan. Widok zapierał dech w piersi.


Był to ostatni punkt naszej wycieczki. Za ten prezent będę wdzięczna hostom jeszcze przez długi czas. Cieszę się, że mieszkam tak blisko Nowego Jorku bo oficjalnie stał się on moim miastem #1 i już nie mogę się doczekać aż pojadę tam po raz kolejny!

Jednak to co najlepiej zapamiętałam z wycieczki to uczucie za którym ogromnie tęskniłam. Uczucie, które towarzyszy mi w momentach kiedy jestem dumna z samej siebie i kiedy spełniam marzenia - wtedy to uczucie było podwójne ponieważ zawarły się w nim te dwa przypadki. Wiele wydarzyło się przez ostatni rok, zarówno dobrych, złych jak i zupełnie niepotrzebnych rzeczy których mogłabym żałować ale po co marnować czas na coś na co nie ma się wpływu. Jednak to wszystko przestało mieć znaczenie w momencie kiedy uświadomiłam sobie, że ostatecznie znalazłam się w miejscu w którym zawsze chciałam być. I staję się osobą jaką zawsze chciałam się stać - życzę każdemu z Was tego samego. Nie bójcie się ryzykować. Z tego miejsca chciałabym rownież podziękować wszystkim, którzy pomogli mi oraz wspierali mnie w mojej decyzji. Jesteście najlepsi!

Po więcej zdjęć zapraszam na TUMBLR

Snapchat:rrrudolf

Instagram:olamankowska_

A.
application video and host family letter

application video and host family letter


Witajcie kochani!

Dziś przychodzę do Was z dwoma istotnymi rzeczami, które czekają Was podczas uzupełniania swojej aplikacji au pair: wideo i list do host family. Nie ukrywam, że były to jedne z najtrudniejszych momentów podczas całego procesu, ponieważ trzeba wykazać się kreatywnością aby stworzyć coś, co wyróżni nas na tle tysięcy innych osób starających się o wyjazd au pair.

Wskazówki do pisania host family letter:
  1. Zacznijcie od napisania listu po polsku i dajcie go komuś do przeczytania/sprawdzenia. Często nie widzimy błędów, które popełniamy.
  2. Dokładnie opiszcie swoje doświadczenie w opiecie nad dziećmi – nie róbcie tego jednak w sztywny sposób. Wymieńcie kilka zabawnych czy ciekawych sytuacji.
  3. Przedstawcie swoje zainteresowania.
  4. Opiszcie jak wyobrażacie sobie swój pobyt w USA – co chcielibyście zobaczyć, dlaczego akurat Stany itd.
  5.  Napiszcie dlaczego chcecie zostać au pair i dlaczego to akurat WY jesteście idealni dla rodziny.
  6. Kiedy już przetłumaczycie tekst listu na angielski również warto dać go komuś do sprawdzenia.

List pisałam kilka dni, przejrzałam milion blogów na których szukałam inspiracji, oddałam go pod korektę przyjaciela i… jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo wzorowałam się na liście, który zawarłam w aplikacji w zeszłym roku kiedy wyjeżdżałam do Hiszpanii. W finalnej wersji znalazło się wszystko na czym mi zależało a jednocześnie nie zrobiłam tego w sztywny i sztampowy sposób. Zresztą, oceńcie sami!

Dear Host Family,

My name is Ola and I am 21 years old. I come from a small town named Lubartow. Now I live in Deblin where I study national security at Polish Air Force Academy. I will graduate my studies in June and I am very excited about that!

Before I started studying I had been living with my family. My mother’s name is Iwona, my father’s name is Dariusz and I have a younger brother – Kuba. We also have a dog named Daisy. My mom is a very talented hairdresser - I cannot trust anyone else. My dad is a driver - sometimes he takes me and my brother on trips with him. I have been really missing them since I started studying. We spend a lot of time together and my relationship with them is very good. I have quite a big family and I love meeting them on family events like birthday or bonfires.

Presently I live in Deblin and I come back home for weekends. As I mentioned before I study national security at Polish Air Force Academy. It is a very interesting field of study. I can learn more about my country and about international security. Studying at PAFA has many advantages and one of them is the proximity of an airport. Sometimes I am woken up by the sound of aircraft engines. It might seem like a problem but I really love it! In the future I want to be a military officer, a policeman or a border guardian. I want it because I feel the need to help others.

I am interested in photography, sport and aviation. In my free time I love cooking and baking cakes and cookies and everything that is sweet. I love traveling, meeting new people and discovering new cultures. When I was an Au Pair in Spain I spent almost every weekend on traveling– I was in Porto and on Islas Cies what gave me the opportunity to take many beautiful pictures. I have been going to the gym regularly since last year. I also like riding on a bike or on rollerblades and jogging. What's more, because I feel the necessity to help other people, I actively am working as a volunteer. It all started in high school - we went to Lviv to visit children from orphanages. Now I am the president of volunteering at the PAFA. I managed to found a volunteering organization there called “Skrzydlaty Wolontariat” (Winged Volunteers). We help children and abandoned animals in the vicinity of Deblin.

Spending time with children is really important to me. I think that we can learn from them how to be happy of little daily situations. They are honest and their smile fulfill my heart. I gained my experience in working with children mostly through volunteering activities, caring for younger sibling, working as a babysitter for family friends and being an Au Pair. When I was taking care of Magda, the daughter of a friend of my mother, my responsibilities were playing with her, helping in caring for the house and being a driver. I loved spending time with her. She is a golden child! I also take care of my brother Kuba, I often pick him up from school when I am at home. Additionally when I am at home I love to take care of my nearly two-year goddaughter. She just stole my heart. In Spain I looked after three wonderful boys – Alex, Xose and Xavi. Their parents worked a lot so I was spending all day playing with them at home or on the beach. All three of them were attending the summer school so I helped them with their homework. We watched together cartoons and drew something special for their parents. When the weather was good we were always going to the park or playground. When back home we were preparing snacks and playing with cars or we read some stories. If it was necessary I would bath boys and I prepare them to sleep. When I was taking care of these children, their parents asked me to do the shopping, bake a few cakes, prepare dinner or to clean the kids’ rooms. One of my ideas to distract Alex - the youngest boy in the absence of parents was a regular visit to the crab family! Then I took the boys to the beach and together we prepared "meals" for crabs. I also loved sitting with them at the terrace and watching and talking about stars. One of them - Xose want to be an astronaut in the future.
I really liked this and for me it was not a problem. It is very important for me to give something to children. Not physically but something that will help them in life to be a good person. My brother and children from my small family teach respect to other people and animals. I also try to convey that they are very valuable and must believe in themselves.

I have had a driving license for three years now and I had no accident. My relatives and friends say that I drive very safely and carefully. I feel very comfortable driving with children. Talking or singing songs with them while driving does not distract me.

Helping my parents with household duties is not a problem for me. I live on my own for 3 years, so washing dishes, cleaning my flat, taking out the garbage is something what I am doing every day. Also, I love cooking and because of that I always cook for my roommates, friends or family.

Why I want to be an au pair in USA? There is not only one answer for that question. Of course, it is important for me to get to know a new culture, new people and to improve my English. I would also like to fulfill my biggest dream, which is to visit the United States. The opportunity to see all of this amazing and beautiful things - I cannot even want more! It is very important for me, to get to know myself better. I think being an au pair, so far from home, my family and friends is going to help me to learn many things that I will use when I will be back in Poland. And the year off between studies, will help me decide what I want to do in my life.

I have a big heart for everyone, so I think this makes me the perfect au pair candidate! I love new experiences and I easily adapt to the new environment. Moreover, I love spending time with children. I know how to take care of them and how to make them the happiest children in the world!

I hope you got to know me better from this letter. I am looking forward to hearing from you.

Yours sincerely,

Aleksandra.

Z filmikiem miałam znacznie więcej problemów – zupełnie nie wiedziałam z której strony zacząć i jak przygotować go w sposób aby zainteresować potencjalne rodziny swoją osobą. Ostatecznie wyszło całkiem nieźle, wiele rodzin które się do mnie odzywały pisały mi w mailach, że to właśnie filmik skłonił ich do napisania! Dlatego też mam dla Was kilka rad którymi kierowałam się ja podczas tworzenia:
  1.  BĄDŹCIE SOBĄ. Nie warto udawać przed kamerą  energicznej osoby, która uwielbia sport i spędzanie czasu na dworze jeśli tak nie jest. Przedstawcie prawdziwą/prawdziwego siebie.
  2.   UŚMIECH! To moim zdaniem podstawa dobrego sprzedania samego siebie. Przecież nikt nie chce spędzić roku z markotną osobą, prawda? J
  3.  DZIECI. Na filmiku warto pokazać jak bawicie się z dziećmi, jak spędzacie z nimi czas. W moim przypadku pomogła mi chrześnica, która sprawdziła się w tej roli znakomicie! Można połączyć przyjemne z pożytecznym – zabawę z nagrywaniem filmiku. Moje maleństwo uwielbia oglądać siebie na filmiku.
  4. JAZDA SAMOCHODEM. Nawet jeśli ma być to jedynie 20 s z całości materiału lepiej pokazać, że nie boicie się prowadzić samochodu – pamiętajcie o pasach i pamiętajcie aby to ktoś Was nagrywał! Nie za dobrze będzie to wyglądało jeśli jednocześnie będziecie prowadzić i bawić się w kamerzystę J
  5.   PODKŁAD MUZYCZNY. Wybierzcie coś wesołego i energicznego. U mnie wybór padł na Kungs vs Cookin’ on 3 Burners - This Girl jednak była to jedynie linia melodyczna aby nie rozpraszać oglądających tekstem piosenki.
  6.  BĄDŹCIE PEWNI SIEBIE. Pewnie pokażcie rodzinie, że jesteście warci ich uwagi.
  7.  ZAINTERESOWANIA. Skaczesz ze spadochronem? Jeździsz konno? Pokaż to!

Link do mojego filmiku:

Życzę wszystkim powodzenia w uzupełnianiu aplikacji i w szukaniu perfect match! Widzimy się w USA!
Do wyjazdu zostało 20 dni.

Aleksandra
pre departure: embassy of the usa

pre departure: embassy of the usa



      Veni, vidi, vici!  To moje motto jeśli chodzi o wizytę w Ambasadzie USA. Wiem, że wiele z Was ma to jeszcze przed sobą i pewnie towarzyszy temu ogromny stres ale z autopsji wiem, że jest on znacznie przesadzony! Poniżej opiszę Wam dokładnie to co działo się przed i w trakcie bo po rozmowie z konsulem i odebraniu telefonu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie i musiałam wszystkich obdzwonić.

Spotkanie miałam w poniedziałek 10 lipca o 10:30. Byłam strasznie niewyspana bo ze stresu spałam tylko trzy godziny. Wstałam o 8:15, przygotowałam się, kilka razy sprawdziłam dokumenty i wyszłam o 9:30 żeby jeszcze po drodze wstąpić na kawę. Nocowałam w mieszkaniu przyjaciela (dzięki Ci!) przez co do ambasady miałam 15 minut spacerkiem.


Przed budynkiem na ulicy Pięknej utworzyła się ogromna kolejka, która ostatecznie dzieliła się na dwie – dla osób, które ubiegają się o zwykłą wizę oraz dla osób, które ubiegały się o wizę dyplomatyczną. Ja czekałam około 10 minut, przed wejściem oddałam (wyłączony!) telefon i przeszłam kontrolę bezpieczeństwa – jest bardzo podobna do tej na lotnisku.

Następnie przechodzisz przez szklany korytarz, wchodzisz do budynku i nie wiesz co dalej…Przynajmniej tak było ze mną. Miły pan pokierował mnie abym poszła schodami w dół a interesanci którzy szli za mną stwierdzili, że zbierają nas wszystkich w podziemiach i stanie się coś złego – jakbym wcześniej nie była wystarczająco zestresowana!
Na dole są trzy punkty, które należy przejść aby oczekiwać na rozmowę z konsulem:

Pierwszy – rejestracja, sprawdzenie paszportu, wniosku wizowego online i zdjęcia.

Drugi – sprawdzenie reszty dokumentów tj. DS.-160 i znów paszportu, skanowanie 
zdjęcia oraz nadanie „naszego numeru” który później wyświetli się nad okienkiem konsula z którym będziemy mieć rozmowę.

Trzeci – pobranie odcisków palców.

Po tej procedurze udajemy się do poczekalni i siedzimy odliczając numerki. Przede mną było ponad 40 osób, a na rozmowę czekałam równo godzinę. Czekając i obserwując ludzi, którzy cieszą się z przyznanej wizy lub wręcz odwrotnie domagają się wyjaśnień kiedy wniosek został odrzucony stres staje się jeszcze większy.

Jednak w momencie kiedy nad okienkiem pani konsul do której chciałam pójść od samego początku zobaczyłam A135 stałam się pewna siebie jak nigdy wcześniej, uświadomiłam sobie, że nie ma możliwości aby wiza nie została mi przyznana i tak też się stało. Moja rozmowa trwała nie więcej niż minutę, kiedy powiedziałam, że jest to J1 i chodzi o wyjazd na au pair konsul zadała mi trzy pytania po angielsku:

- Do you have experience in childcare? – opowiedziałam o zeszłorocznym pobycie w Hiszpanii jako au pair oraz o reszcie mojego doświadczenia w ogromnym skrócie.
- Where are you going to stay in US? – Lloyd Harbor, Long Island, NY.
- Do you know your rights? – po czym wskazała mi książeczkę, którą otrzymuje się w ambasadzie I dotyczy ona naszych praw jakie obowiązują w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedziałam twierdząco co nie było kłamstwem, ponieważ w ciągu tej godziny zdążyłam przeczytać książeczkę kilka razy…
Następnie napisała coś w komputerze i powiedziała najpiękniejsze zdanie jakie usłyszałam tego dnia

„I hope you will have a wonderful year in US. Good luck!”

Co śmieszne i ciekawe – wzięłam ze sobą milion różnych dokumentów w tym kopie referencji, potwierdzenie opłaty wizowej, potwierdzenie spotkania a nawet międzynarodowe prawo jazdy! Ale ja jestem z tych przezornych i pewnie dzięki temu nie poproszono mnie o nic oprócz paszportu, zdjęcia, DS-160 oraz DS.-160 Online.

No stress dziewczęta! Wszystkie z pewnością przejdziecie proces wizowy pomyślnie i już niedługo będziecie cieszyły się tak jak ja cieszę się w tej chwili!


Zostało 27 dni!

Aleksandra


pre departure: visa

pre departure: visa


Witajcie! Przybywam do Was z serią trzech postów odnoszących się do najważniejszych spraw przed odlotem: wiza, spotkanie w ambasadzie
 i…pakowanie się!

Dzisiaj dopełniłam wszelkich formalności odnośnie wizy i umówiłam się na spotkanie, które odbędzie się 10 lipca w Warszawie. Zostały jeszcze dokładnie dwa tygodnie, a ja już strasznie się stresuję chociaż z opowiadań dziewczyn zupełnie nie ma czym.
Dokumenty wizowe dostałam przed weekendem jednak odkładałam wypełnianie wniosku z uwagi na to, że wiedziałam ile to formalności i zabawy z papierami. Ostatecznie zajęło mi to około dwie godziny i nie było takie straszne! Połowę tego czasu poświęciłam na sprawdzanie wszystkiego milion razy aby później nie spotkała mnie niemiła niespodzianka.

Najbardziej zadziwiająca rzecz podczas wypełniania wniosku? Pytania typu: czy jesteś członkiem organizacji terrorystycznej? Rozumiem, że takie są procedury i są to pytania formalne jednakże – serio? J



Wszystko jest już poskładane i czeka na „dzień sądu”
Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie wypełniania wniosku czy też samego programu – pytajcie śmiało!

Aleksandra
Copyright © 2014 a l e s a n d r a in the USA , Blogger